Prawie każdemu z nas znane jest zjawisko inflacji – jest to oczywiście postępujący w czasie spadek siły nabywczej pieniądza lub inaczej – utrata jego wartości. Z pojęciem tym związana jest inna, jeszcze bardziej znana wartość, mianowicie wysokość wynagrodzenia. W dobrze funkcjonującej gospodarce procentowy wzrost wynagrodzenia w momencie otrzymania przez pracownika podwyżki powinien wynosić co najmniej odrobinę więcej niż wynosi skumulowana inflacja od momentu otrzymania poprzedniej podwyżki. Jest to związane
z faktem, że wskaźnik inflacji obliczany jest na podstawie wzrostu w czasie cen dóbr konsumenckich, co z kolei powoduje, że aby poziom życia pracownika nie obniżył się w wyniku upływu czasu, wysokość jego pensji musi „nadganiać” postępującą inflację.
Aby podwyżki mogły przerodzić się w oszczędności, wysokość wzrostu wynagrodzenia powinna jednak być na poziomie w znaczącym stopniu przewyższającym skumulowaną inflację. W takiej sytuacji pracownik ma możliwość „odkładania” części wynagrodzenia, jednak mimo to często nawet po znaczącej podwyżce oszczędności nie wzrastają znacznie. Dlaczego tak się dzieje?
Odpowiedzią na to pytanie może być zjawisko inflacji stylu życia. Jest to sytuacja, w której wynagrodzenie rośnie równomiernie wraz z ilością pieniędzy przeznaczanych na krótkoterminową konsumpcję, a dobra, które poprzednio uznalibyśmy za luksusowe zaczynają być postrzegane jako podstawowe potrzeby.
Przeanalizujmy to na przykładzie: Załóżmy, że jesteś studentem. Pracujesz na pół etatu w sklepie, kiedy akurat nie masz zajęć, mieszkasz w kawalerce, a Twoje główne źródło pożywienia stanowią zupki chińskie i fast food-y. W takiej sytuacji ciężko myśleć
o oszczędzaniu na przyszłość. Po studiach zaczynasz jednak dobrze płatną pracę w banku, kupujesz pełnoprawne mieszkanie posiłkując się kredytem hipotecznym i zaczynasz jadać
w restauracjach. Twoje wynagrodzenie wzrosło, razem ze standardem życia,
ale przez to dalej nie masz pieniędzy na oszczędzanie. Pójdźmy jeszcze o krok dalej – odchodzisz ze swojej pracy w banku, zakładasz dobrze prosperującą firmę, kupujesz sobie dom na przedmieściu, a jedyne restauracje, w których jadasz uznawane są za luksusowe, do tego dochodzą wydatki na markową odzież i Ferrari, ale dalej brakuje Ci pieniędzy na oszczędności. Grunt w tym, że w momencie, kiedy wzrasta wynagrodzenie niesamowicie kuszące stają się rzeczy, na które wcześniej nas po prostu nie było stać, a ponowne, dobrowolne obniżenie poziomu życia, w celu zgromadzenia oszczędności staje się niewyobrażalne.
Jak bronić się przed inflacją stylu życia? Istnieje na to kilka sposobów:
- Oszczędzanie jako nawyk – Pomocne może być oszczędzanie części zarobionych pieniędzy, niezależnie od tego, ile się zarabia. Nawet jeśli ma to być tylko kilkadziesiąt złotych miesięcznie, może to sprawić, że przyzwyczaimy się do samej czynności
i wejdziemy dzięki temu w nawyk, kluczowy w momencie podwyższenia zarobków. - Obliczanie realnej zmiany – Na papierze zwiększenie wartości wynagrodzenia może okazać się znacznie istotniejsze niż w rzeczywistości. Należy obliczyć, ile
z uzyskanych pieniędzy będziemy w stanie zachować „dla siebie” – po odliczeniu podatku i wszelkich koniecznych wydatków. - Wybieranie doświadczeń, zamiast konsumpcjonizmu – Przykładowo, wyjazd na wakacje zamiast zakupu nowego auta. Zabezpieczy Cię to w dwojaki sposób – po pierwsze nie podwyższy to twojego standardu życia na stałe, co zapobiega inflacji stylu życia, po drugie droższe auto czy dom to zazwyczaj droższe koszty utrzymania tych dóbr. Jeśli nie będziesz ich miał/a nie będziesz musiał/a troszczyć się o wydatki z nimi związane.
Oczywiście to tylko kilka propozycji, a dróg do celu jest wiele. Na koniec należy odpowiedzieć jeszcze na jedno pytanie: „dlaczego zjawisko inflacji stylu życia jest złe?”. Przecież na pierwszy rzut oka nie ma nic niewłaściwego w chęci poprawy swojego poziomu życia, kiedy kogoś na to stać. „Kto bogatemu zabroni”, prawda? Problem pojawia się w momencie, gdy mimo wzrostu zarobków dalej żyje się od pensji do pensji i nie jest się w stanie zaoszczędzić na przysłowiową „czarną godzinę”, która może spotkać każdego z nas w najmniej oczekiwanym momencie. Inflacja stylu życia to błędne koło, z którego niekiedy ciężko jest się wyrwać, ale warto, ponieważ zabezpiecza nas to na przyszłość.
